Piłka nożna

Wnioski: Manchester City 2-2 Liverpool

16 Wnioski: Manchester City 2-2 Liverpool

Raheem Sterling reacts to his goal being disallowed

Man City sprawił, że Liverpool wyglądał tak bezbronnie, jednak nieumiejętność odpowiedniego ich powstrzymania może sprawić, że Liverpool odzyska przewagę. Sytuacja pozostaje wyrównana.

1) Istnieje wiele sposobów na obdzieranie kota ze skóry. Tak się składa, że preferowaną metodą stosowaną przez menedżerów w meczach Premier League , którym nadano miano „decydujących o tytule” , była powolna, drobiazgowa i często boleśnie zachowawcza. Wiele z najbardziej pamiętnych meczów we współczesnej historii angielskiej ekstraklasy – Manchester City przeciwko Manchesterowi United w kwietniu 2012 roku, Manchester United przeciwko Arsenalowi w marcu 1998 roku czy Liverpool u siebie z Chelsea w kwietniu 2014 roku, by wymienić tylko kilka przykładów – charakteryzowało się tym, że przynajmniej jedna, a często obie drużyny starały się nie przegrać, a nie wygrać. Często odbywało się to kosztem prawdziwej rozrywki dla widzów, ale nigdy nie było to priorytetem dla osób unikających ryzyka, gdy w grę wchodziły trofea.

Przejście od tamtej do obecnej, pełnej przygód ery było bardzo wyraźne. Wspólnym mianownikiem jest Liverpool: remisy 2-2 z Manchesterem City na Anfield i Etihad, a także taki sam wynik z Chelsea na początku stycznia, gdy The Blues zajmowali drugie miejsce, obnażyły ich słabości, a jednocześnie uwypukliły mocne strony. Dwie drużyny są na tyle pewne swoich umiejętności, że nie chcą ich zmieniać.

Być może brak potrzeby między Jurgenem Kloppem a Pepem Guardiolą nie pozwala na zakwalifikowanie tego jako prawdziwej waśni, ale jest to historyczna waśń, którą będzie można w pełni docenić dopiero wtedy, gdy obaj pozostawią swoje dynastie w znacznie lepszym stanie niż wtedy, gdy je zastali. Nie bierzcie pod uwagę tego, jak satysfakcjonujące, odświeżające i ostatecznie satysfakcjonujące jest to, że te gry tak konsekwentnie spełniają pokładane w nich nadzieje. Kiedyś było zupełnie inaczej, a trenerscy sprawcy tych dawnych zbrodni przeciwko piłkarskiej ludzkości wzdrygnęliby się ze strachu.

Obie drużyny mają wysoko ustawione linie defensywne, co daje szanse na kontrataki

– Rafa Benitez Web (@rafabenitezweb) April 10, 2022

2) Po tych wszystkich przygotowaniach, geograficznej, konspiracyjnej wściekłości na oficjeli, przesiąkniętych przynętą i ignorancją kontekstową połączonych jedenastek, subiektywnej dekonstrukcji czystej rywalizacji i tego, czy może ona istnieć bez pocisków na pizzę, wślizgów, które doprowadziłyby VAR do trzęsącego się wraku, i wymuszonych prób wejścia na boisko, nużąca pustka w undercardzie w końcu ustąpiła miejsca głównemu wydarzeniu. Umiłowani trenerzy ponownie wymienili się uprzejmościami, a piłkarze byli przygotowani na to, że przez wiele dni i tygodni napięcie będzie rosło.

Jordan Henderson odegrał piłkę prosto do Joela Matipa, który wrzucił ją na lewą flankę i wyszedł z bramki. Była to pierwsza z trzech kolejnych wrzutek Manchesteru City, po których zawodnicy zdobywali coraz większe terytorium, aż do momentu, w którym znaleźli się w polu karnym Liverpoolu w ciągu pierwszej minuty. Nic z tego nie wyszło, ale przyjemnie było patrzeć, jak to decydujące dla pokolenia spotkanie pomiędzy dwoma elitarnymi drużynami u szczytu swoich możliwości natychmiast zostało zredukowane do podstawowych zasad ligi niedzielnej.

3) W trzech ostatnich zwycięstwach Liverpoolu w Premier League nad Manchesterem City przewijał się jeden wspólny wątek. W wygranej 1-0 na Anfield w grudniu 2016 roku zajęło im to osiem minut. W styczniu 2018 roku, po upokorzeniu drużyny Guardioli 4-1, było ich dziewięć. W listopadzie 2019 roku „The Reds” ustanowili nowy rekord, gdy Fabinho strzelił gola po sześciu minutach. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, ale wczesne wyjście z bloków było specyficzną taktyką, dzięki której odnieśli sukces przeciwko tej konkretnej drużynie, powstrzymując ją przed wejściem w rytm, a jednocześnie zadając spory cios psychiczny. Warto jednak zauważyć, jak rzadko Manchesterowi City udawało się odwrócić losy spotkania. Drużyna Guardioli mierzyła się z zespołem Kloppa 14 razy w rozgrywkach Premier League i Ligi Mistrzów, ale tylko raz gol otwierający wynik spotkania padł przed 20. minutą – i była to porażka 2-1 w ćwierćfinale. Nawet gdy w ostatnich latach pokonywali ich 5-0 i 4-0, Manchester City strzelał pierwsze gole odpowiednio w 24. i 25. minucie.

Zaskoczeniem było więc to, jak szybko rozpoczęli spotkanie. Liverpool nie miał szans na ugruntowanie swojej pozycji i odnalezienie się na boisku. Wyglądali na niezręcznych, spanikowanych, rozpędzonych. Alisson znakomicie obronił niską piłkę Gabriela Jesusa, ale Liverpool nie zdołał oczyścić linii bramkowej. Virgil van Dijk i Sadio Mane mieli okazje do rozładowania presji, ale żaden z nich nie wykazał się umiejętnościami i the Reds, tak często jadący na czele fal, zostali zanurzeni.

Strzał De Bruyne’a z dystansu został odbity przez Alissona nogą Joela Matipa, ale dwóch kolegów z drużyny może się pochwalić niedocenioną asystą. Determinacja i praca nóg Kyle’a Walkera były kluczowe w zdobyciu najpierw posiadania piłki, a następnie rzutu wolnego; Bernardo Silva przeszedł przez system i szybko go wykorzystał, z obiecującej pozycji, ale na długo przed tym, jak Liverpool zdołał wrócić do swojej formy. De Bruyne zasługuje na uznanie, ale obie akcje, które go poprzedziły, były kluczowe i bez nich Liverpool mógłby wytrzymać początkową zaporę.

Przeczytaj także:  Man Utd traktuje priorytetowo gwiazdę Leeds, rywalizuje z Liverpoolem o skrzydłowego

4) Obrona Liverpoolu była amatorska, co jeszcze bardziej potęgowała pilność i bezpośredniość Manchesteru City. Fabinho podyktował rzut wolny, wystawiając leniwą nogę Walkerowi, po czym cofnął się i pozwolił De Bruyne’owi minąć go i znaleźć się w dogodnej pozycji do strzału na skraju boiska. Tymczasem Jordan Henderson był zbyt zajęty spieraniem się z sędzią, by zablokować szybkie podanie do niekrytego Belga. Kapitan Liverpoolu był zupełnie wyłączony i biorąc pod uwagę poziom występu Sadio Mane w pierwszej połowie, pasowało, że to właśnie jego fatalne dotknięcie podania od Hendersona w momencie, gdy został uznany za faul, dało Silvie piłkę. Portugalczyk położył na niej rękę, by zresetować ruch, zagrał ją do De Bruyne bez presji i Manchester City prowadził sześć sekund później. Rażąca niekompetencja Liverpoolu i charakterystyczny brak sprytu ulicznego osłabiły ich w tym momencie tak bardzo, jak wszystko inne.

5) Ale ich charakter jest niedorzeczny – Liverpool to najbardziej wytrzymała, twarda drużyna w Europie – i po tym, jak oparli się potencjalnemu rzutowi karnemu, gdy Jesus dostarczył nadzienie do kanapki z Van Dijkiem i Alissonem, goście poderwali się z drzemki, by uderzyć. Andy Robertson wyłuskał luźną piłkę i podał ją do Trenta Alexandra-Arnolda, który znalazł się na dalekim słupku. Jego przytomność umysłu, by nie próbować przełożyć jej przez bramkę, lecz podciąć ją w pierwszej chwili do biegnącego Diogo Joty, była wspaniała i Liverpool miał wyrównanie po pierwszym znaczącym wyjściu poza linię połowy boiska.

I nie ma wątpliwości, że Alexander-Arnold miał na myśli to podanie. Kiedy Robertson podawał piłkę, dziwnie było patrzeć, jak Jota, wracający z pozycji spalonej po wcześniejszym podaniu, stoi nieruchomo, a żaden z obrońców nie zwrócił na niego uwagi. Napastnik obserwował, jak piłka podkręca się od lewej do prawej strony i zareagował dopiero wtedy, gdy zauważył, że atak rozwija się dzięki biegowi Alexandra-Arnolda w jego peryferyjnym polu widzenia. Prawy obrońca Liverpoolu nie miał łatwego popołudnia, ale rzadko się zdarza, by jego myślenie do przodu w jednej dziedzinie nie przewyższało jego słabości defensywnej w drugiej i w tym meczu nie było inaczej.

6) Niektóre z tych podań, szczególnie w pierwszej połowie, były naprawdę niezwykłe. Wyraźne dośrodkowanie Robertsona niemal jednocześnie uruchomiło jednego lub obu Mane i Mo Salaha; niedorzeczna, wyśmiewana przez prasę zamiana Thiago na Alexandra-Arnolda była podstawą wyrównania; Silva podał wysublimowaną, prostopadłą piłkę do Walkera; John Stones dośrodkował do biegnącego Joao Cancelo, który stworzył szansę De Bruyne. Kombinacje za każdym razem różniły się pod względem personalnym, ale jakość nigdy nie była zagrożona, niezależnie od tego, czy środkowy obrońca szukał prawego obrońcy, czy lewy obrońca szukał szerokiego napastnika.

Za obiema obronami była przestrzeń do wykorzystania, ale wymagało to precyzji w wykonaniu podania, a także świadomości i ruchu w momencie biegu. W tym niewinnym okresie przed przerwą uderzające było to, jak wiele z tych wysokomarżowych zagrań zakończyło się sukcesem obu drużyn, zanim rozsądni panowie w ławce uznali, że zabawa się skończyła i trzeba nieco zmniejszyć boisko.

7) Można sympatyzować z Joe Hartem – „To była dwugodzinna rozmowa, która zakończyła się tym, że powiedział 'Nie widzę, żeby to działało’. Powiedziałem 'Nie zgadzam się z tobą’. Powiedział: 'Będę pierwszą osobą, której udowodnię, że się mylę, ale to, co widzę w tobie, nie jest tym, czego oczekuję od mojego bramkarza’. Odpowiedziałem: „To sprawiedliwe, że dano mi szansę”. On odpowiedział: „Oczywiście, że dostaniesz szansę, ale…”. Gdy tylko na końcu pojawia się jakieś „ale”, wiadomo, że decyzja jest podjęta. Chciałem mieć możliwość bycia trenowanym przez jednego z najlepszych w tej dziedzinie. Oczywiście nie wiedziałem, jak to zrobić, dlaczego miałbym wiedzieć, jak robić coś, o co nigdy mnie nie proszono ani czego mnie nie uczono? Przypuszczam, że miał rację, nie potrafiłem tego zrobić, nie mógł po prostu wrzucić mnie do drużyny, żebym grał tak, jak on chciał w danym momencie” – jednocześnie rozumiejąc punkt widzenia Guardioli i śmiejąc się do rozpuku na myśl o tym, że obecny zawodnik Celticu mógłby przejść po linie z zamkniętymi oczami tak, jak zrobił to Ederson w 23. minucie.

Skazując Liverpool na pogoń za cieniem, Manchester City podał piłkę do tyłu i czekał, aż pojawi się kolejna kieszonka. Walker skierował ją w stronę bramkarza, nie zastanawiając się, co może się wydarzyć dalej. Jednak gdy Jota zamknął drogę Silvie, Ederson dotknął piłki, co tylko nieznacznie opóźniło jej drogę do bramki. Brazylijczyk spokojnie podał do Aymerica Laporte i nonszalancko oddalił się od miejsca, w którym popełnił samobójstwo. Bramkarze to inna rasa, Ederson to zupełnie nowy organizm. I to właśnie on będzie najtrudniejszym do zastąpienia elementem tej drużyny.

Spójrzcie, jaki jest spokojny.

Ederson nie jest normalny. pic.twitter.com/xJGNWaHt2c

– . (@Nigerianscamsss) April 10, 2022

8) Liverpool niemal wymusił istotny błąd, ale ich pressing na początku spotkania był dość chaotyczny. Presja pochodziła w całości od Manchesteru City, którego praca poza piłką była wzorowa. Alexander-Arnold i Mane niejednokrotnie byli łapani na piłce we własnej tercji obronnej. Fabinho był płaski. Virgil van Dijk nie dał się złapać w żadną z pułapek pressingowych, ale tak wiele jego podań narażało kolegów z drużyny na niebezpieczeństwo. Liverpool podejmował osobliwe, a często wręcz fatalne decyzje w posiadaniu piłki.

Przeczytaj także:  Man Utd "poważnie" myśli o 25 milionach euro pod rządami Rangnicka

Najgorsza z nich dotyczyła jednak przerwania pozornego kontrataku. De Bruyne popełnił faul i został ukarany przez Robertsona po kolejnym dośrodkowaniu w pole karne lewego obrońcy, ale przy kolejnym rzucie wolnym popełnił kardynalny grzech, jakim było niewykorzystanie podania od pierwszego obrońcy. Salah zagrał szybkie podanie do Alexandra-Arnolda, gdy obaj ruszyli w kierunku linii połowy boiska. Jednak gdy Egipcjanin kontynuował bieg, który z pewnością zaprowadziłby go za linię obrony i na bramkę, Alexander-Arnold oddał strzał z koła środkowego. Nie pomogło mu to, że w tym samym momencie poślizgnął się i dał Edersonowi tak prostą interwencję, że aż dziw bierze, że nie zobaczyliśmy hołdu dla Rene Higuity. Jednak był to dokładnie ten rodzaj wyboru, na który Liverpool nie mógł sobie pozwolić, a zwykle jest zbyt biegły, by nawet brać go pod uwagę. Ten wysiłek mógł najlepiej podsumować, jak niewygodną sytuację stworzył im Manchester City.

9) Kilka minut później Liverpool otrzymał najsurowszą z możliwych lekcji, jak zamieniać takie okazje przeciwko tej drużynie w szanse. Pierwsza i druga bramka Manchesteru City nie były do siebie bezpośrednio podobne, ani w koncepcji, ani w wykonaniu, ale obie zostały zbudowane w oparciu o jeden solidny fundament: nieustanne ataki, które opierają się na niewiarygodnej obronie, wywołującej poczucie paniki w całej drużynie i coraz większą liczbę błędów, których zwykle można uniknąć, ale które są całkowicie nieuniknione, aż do momentu zdobycia bramki. I znów, łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale jest to piekielnie skuteczny cykl, który zamyka przeciwnika w sobie, zamieniając nawet najlepsze drużyny w przypadkowe mięso.

Alisson źle wybił piłkę. Potem niskie dośrodkowanie De Bruyne’a, po którym nikt nie znalazł się w pobliżu, a Matip czuł się w obowiązku wybić piłkę na rzut rożny. Ten został wybroniony tylko przez Cancelo, który podał do Jesusa, który pięknie wykończył akcję. Alexander-Arnold zagrał wtedy do Brazylijczyka, a minutę wcześniej Cancelo przyznał kolejny rzut rożny, gdyż błędy te potęgowały się do nieuchronnego apogeum. Liverpoolowi zdarzały się ostatnio takie momenty słabości dość często, ale nigdy w takim stopniu i często bezkarnie. Potrzeba wyjątkowej drużyny, by zrobić to dwa razy w ciągu jednej połowy.

10) Jezus zdobywający bramkę z krzyża w okresie wielkanocnym był dobrą zabawą. To był niemal archetypiczny występ tego zawodnika: usprawiedliwił swoje niespodziewane dołączenie do drużyny nienaganną pracą i zdobyciem bramki, a jednocześnie udowodnił, że jego wiara jest niesprawiedliwa, podejmując kilka głupich decyzji. Pierwszy występ Brazylijczyka od Nowego Roku powinien być powodem do świętowania, ale dwa momenty w drugiej połowie sprawiły, że jego występ był pełen frustracji. Powinien był wypuścić piłkę dużo wcześniej, gdy De Bruyne przebiegał przez boisko około godziny gry, ale opóźnił podanie i został sfaulowany przez Thiago, który dziwnym trafem nie został ukarany. Chwilę później De Bruyne odwdzięczył się za przysługę, której nigdy nie otrzymał, wślizgiem na prawą stronę do Jesusa, ale zamiast zakończyć akcję jeden na jeden i wycofać piłkę do swojego kolegi z drużyny w polu karnym, Brazylijczyk strzelił w boczną siatkę.

W doliczonym czasie gry Jesus wyszedł na pozycję strzelecką po minięciu dwóch zawodników, ale nawet wtedy powinien był podać do jednego z graczy czekających w dogodniejszych miejscach. Są momenty, w których czuje się jak idealny napastnik Guardioli – i absolutnie wciąż ma miejsce w tym składzie – ale nie trzeba mrużyć oczu, aby dostrzec, dlaczego nie można mu w pełni ufać.

Niestety nie udało nam się odnieść tak ważnego zwycięstwa, ale wszyscy zagrali świetnie. Walczmy dalej! 🙏🏽💪🏽🤙🏾#gratidão#alômãe#doperi pic.twitter.com/RA4BZwYE71

– Gabriel Jesus (@gabrieljesus9) 10 kwietnia 2022

11) Do połowy meczu Manchester City był pod presją. W 22 poprzednich meczach Premier League w tym sezonie otworzyli oni wynik i za każdym razem wygrywali. Liverpool nie prowadził po przerwie dokładnie od roku, więc znajdował się na nieznanym terytorium na terenie, na którym nie wygrał w meczu krajowym od listopada 2015 roku. Gospodarze byli znacznie lepsi od gości, którzy wyglądali na przytłoczonych i nie mieli szans na ponowne odbicie się od dna.

Przeczytaj także:  Bordeaux chce zachować choć cień nadziei

Jednak jedna rzecz liczyła się przeciwko Manchesterowi City. Sześć z 19 bramek, które zdobyli w Premier League w tej kampanii, padło między 46. a 60. minutą. Gdyby podzielić mecze na 15-minutowe odcinki , to właśnie w tym jedynym meczu drużyna Guardioli nie miała przewagi ośmiu bramek. To była ewentualna rysa na tej skądinąd wspaniałej zbroi.

Klopp prawdopodobnie nie wspomniał o tym w swoim przemówieniu w połowie spotkania, ale zdobycie bramki przez Liverpool 47 sekund po wznowieniu gry nie było przypadkowe. The Reds wykorzystali wspomniane wcześniej szybkie początki w meczu z Manchesterem City, by sprawić niespodziankę i doprowadzić do wyrównania, gdy wcześniejsze 46 minut ledwo na to wskazywało. Mają nadzieję, że udało im się odkryć słaby punkt, który będą mogli wykorzystać przyszli przeciwnicy.

12) Salah i Mane do tej pory byli anonimowi i okropni, ale po zdobyciu gola byli już anonimowi i groźni. Pierwszy z nich odebrał podanie od Alexandra-Arnolda, obrócił się i w ciągu trzech dotknięć wypuścił drugiego, gdy Walker desperacko próbował odzyskać stracony teren. Zarówno asysta, jak i wykończenie były perfekcyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę fatalne występy, jakie sprawcy obu tych akcji zaprezentowali wcześniej.

Klopp został natychmiast nagrodzony za swoją największą decyzję w tym meczu: niepodejmowanie żadnych decyzji. Można by go usprawiedliwić, gdyby po pierwszej połowie zmienił zawodników, system lub jedno i drugie, ale Niemiec uparcie trzymał się planu, który już dawno temu opracował na ten mecz, i to się opłaciło. Dyskusja na temat zmian w składzie opiera się niemal wyłącznie na uprzedzeniach dotyczących wyniku, ale w tym przypadku Klopp nie dokonał żadnej zmiany aż do 70. minuty, co było mistrzowskim posunięciem, podkreślającym jego wiarę w tych zawodników i ich osobowości.

13) Gra do przodu obu drużyn była oczywiście najbardziej przykuwającym uwagę aspektem tego meczu, ale niektóre obrony były spektakularne. Van Dijk, który niczym zagubione dziecko odciągnął Raheema Sterlinga od niebezpieczeństwa, gdy De Bruyne wypuścił skrzydłowego Manchesteru City na wolną przestrzeń. Laporte wślizgujący się, by uniemożliwić Jocie oddanie strzału lub podanie, gdy pod koniec pierwszej połowy wydawało się, że bramka jest pewna. Matip stanął na wysokości zadania, by powstrzymać Jacka Grealisha i utrzymać w ryzach kolejne rojenie, a następnie potencjalnie dołożyć swoją cegiełkę do spóźnionego strzału Riyada Mahreza. Remis 2-2 zazwyczaj nie świadczy dobrze o obronie obu drużyn, ale w tym przypadku utrzymanie wyniku do czterech goli było świadectwem pracy obu defensyw.

14) Największym osiągnięciem Manchesteru City w tym meczu może być reakcja na drugą wyrównującą bramkę Liverpoolu. Przyszedł on w najgorszym możliwym momencie, a mimo to gospodarze oddali jeszcze tylko trzy strzały w dalszej części meczu, nie dopuszczając do wyrównania, które tak często następuje po zdobyciu bramki przez the Reds. Ederson obronił strzał Joty wkrótce po golu Mane, Salah strzelił w poprzeczkę po odbiciu piłki od Laporte – i dziwnym trafem bez rzutu rożnego – a Henderson próbował pokonać bramkarza 2015 roku strzałem zza pola karnego. To była ostatnia próba Liverpoolu w 13. minucie doliczonego czasu gry, i to wcale nie bez powodu, biorąc pod uwagę, że na boisko weszli Luis Diaz, Naby Keita i Roberto Firmino.

Gospodarze mieli swoje momenty: Bramka Sterlinga po błędzie, Jesus zablokowany przez Van Dijka blisko linii końcowej i Mahrez trafiający w słupek z rzutu wolnego. Guardiola musi być jednak zadowolony z tego, jak dobrze jego drużyna powstrzymała najlepszy atak w kraju.

15) Pięciu zmienników, którzy weszli na boisko, zostało zatrudnionych za łączną kwotę 278,75 mln funtów. To głupota.

16) Obie drużyny będą zadowolone z wyniku. Manchester City zachowuje kontrolę nad sytuacją, mając przewagę punktową, a także lepszą passę. Liverpool zachowuje swoją najbardziej znaną rolę: faworytów i przeciwników. Gospodarze mogą mieć poczucie, że zadali psychologiczny cios, sprawiając, że ich rywale wyglądają tak śmiertelnie niebezpiecznie; goście mogą uważać, że niezdolność do zadania decydującego ciosu daje im przewagę. Potrójna i poczwórna potęga potrwa do połowy kwietnia, w tym czasie rozegranych zostanie siedem meczów Premier League o różnym stopniu trudności i zagrożenia, a nadzieje na Ligę Mistrzów wciąż będą w zasięgu ręki. Choć ten mecz był fenomenalny, zabrakło w nim jednej rzeczy, którą gwarantuje następne spotkanie: wyraźnego zwycięzcy i ostatecznego przegranego. Na Wembley będzie ciekawie.

 

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

Możesz także przeczytać

Czytaj więcej